Gdyby rok temu, ktoś powiedział Lily Evans, że jest czarownicą, ta z całą pewnością parsknęłaby głośnym śmiechem i pukając jegomościa w czoło, głośno zaprzeczyła. Była przecież wzorową uczennicą szóstej klasy i w czerwcu miała zdawać do gimnazjum, gdzie czekała ją już ta bardziej dorosła strona życia. Petunia dawno skończyła podstawówkę, czym nie omieszkała się chełpić przy każdej nadarzającej się okazji. Dla Lily, starsza siostra wydawała się idealnym wzorem do naśladowania. Widok malującej się Petunii zawsze wzbudzał w niej odrobinę zazdrości.
Ku wielkiemu zdziwieniu całej rodziny, losy małej Lily miały się niedługo odmienić. Przekonali się o tym w jej jedenaste urodziny, kiedy to podczas śniadania usłyszeli pohukiwanie sowy. Przecierając oczy ze zdziwienia, z lekko trzęsącymi się kolanami, Lily podeszła do kuchennego okna, by przyjrzeć się brązowemu puchaczowi. Niemniejsze było jej zaskoczenie, kiedy okazało się, że ptak trzyma w dziobie kopertę zaadresowaną właśnie do niej.
- Lily, nie dotykaj tego! – krzyknęła siostra dziewczyny. – To może mieć wściekliznę!
- Petunia ma rację córeczko – przytaknęła mama dziewczynek, wstając ostrożnie z krzesła i powoli odsuwając się jak najdalej okna.
- Nie możemy pozwolić, by ten ptak tu tak siedział. Może mu się coś stać. To nie jest jego naturalne środowisko – jedynie pan Evans patrzył na tę sytuację trzeźwo. Nie wiadomo, czy na jego stoicki spokój miały wpływ poranne wiadomości w gazecie, czy po prostu tak okazywał emocje w stresujących momentach. Od niechcenia wyjrzał zza gazety, przyjrzał sowie, uśmiechnął pod nosem i wrócił do czytania rubryki z przewidywaną na dzień obecny pogodą.
Przez dłuższą chwilę wszyscy tępo obserwowali reakcję zarówno Lily jak i puchacza, który ani myślał opuścić ich świeżo wymalowany parapet. Mogłoby się zdawać, iż odrobinę się niecierpliwił, bo od czasu do czasu stukał dziobem w szybę.
Wciąż jednak nikt nie odważył się otworzyć okna.
- Ten… puchacz… on - dukała Lily – on ma l-list…
- LIST? – zdziwili się wszyscy, łącznie z tatą, który tym razem na dobre odłożył gazetę.
- T-tak.
Sowa ponownie zastukała w szybę pokazując kopertę i trzepocząc nerwowo skrzydłami.
- Wydaje mi się, że ona domaga się wpuszczenia do środka, Lily – stwierdził tata, wciąż wpatrzony w ptaka jak w obrazek.
Dziewczyna podsunęła sobie krzesło pod okno, rozsunęła białe w czerwone grochy firanki i delikatnie uchyliła okiennice. Puchacz, pohukując z zadowolenia wszedł zgrabnie do kuchni i odwróciwszy się natychmiast w stronę Lily, położył przed nią żółtawą kopertę i odfrunął.
- Chyba uznał, że zadanie wykonane – powiedziała zaskoczona pani Evans, oddychając teraz znacznie lżej, niż przed chwilą.

***

- Lily, wiesz, że jutro twój wielki dzień? – zapytała Petunia siostrę, kiedy te siedziały na huśtawce postawionej na werandzie. Wydawała się nawet cieszyć z tego, że Lily wyjeżdża. Żeby to okazać zaoferowała nawet malowanie paznokci młodszej siostrze. Wyjęła z kieszeni spódnicy czerwony lakier i delikatnie zaczęła przesuwać pędzelkiem po płytkach.
- Tunia, przecież ja i tak będę tam nosiła buty, to po co… - zaczęła, ale nie dane jej było skończyć.
- Nie wiesz co się mówi o dziewczynach z prywatnych szkół?
Lily pokiwała przecząco głową, po czym nalała sobie do buzi odrobinę bitej śmietany.
- Że są złe i niegrzeczne – zaśmiała się Petunia, wciąż skupiona na malowaniu paznokci u lewej stopy Lily.
Jedenastolatka wzdrygnęła się i delikatnie skrzywiła:
- To ja nie wiem, czy chcę tam iść.
- Oczywiście, że chcesz, głuptasie.
- LASKI! MAM NAJNOWSZĄ PŁYTĘ DEANA MCDONALDA!!! – już z daleka było słychać przyjaciółkę Petunii, która pędziła w ich kierunku, wymachując najnowszym krążkiem ich ulubionego wokalisty. Obie nastolatki wpadły do domu, zostawiając Lily na huśtawce.
- Hej, Petunio! – zawołała za siostrą. – Nie skończyłaś mi malować paznokci!
- To nic! I tak będziesz nosiła buty! – odpowiedział jej głos siostry, odrobinę zagłuszany przez wydobywającą się z głośnika niezbyt rytmiczną muzykę.

***

- Wszystko masz spakowane, kochanie? – po raz setny zapytała pani Evans.
Lily nie odpowiedziała od razu. Wzięła tylko głęboki oddech wpatrując się z lekkim niedowierzaniem w swój kufer z magicznymi przyrządami i kiwnęła przytakująco głową.
Chwilę później siedziała już w samochodzie na tylnym siedzeniu i rzucała ostatnie, odrobinę tęskne spojrzenia na swój dom, okno sypialni, domek sąsiadów i dziwnego chłopca, który stał na rogu sąsiedniej ulicy. Miał trochę za długie włosy i był cały ubrany na czarno, ale nie sprawiał wrażenia niezadowolonego ze swojego losu. Wręcz przeciwnie. Jakby emanowała od niego niezwykła pewność siebie i duma. Chyba nawet się uśmiechnął przez sekundę.

Miała wtedy jedenaście lat. Była jeszcze dzieckiem. Małą, przestraszoną dziewczynką, która zaledwie kilka tygodni temu dowiedziała się, że jest Inna. Że musi wyjechać z domu. Że dla takich jak ona, mają specjalne szkoły.
Wcale tego nie chciała. Dobrze jej było tak, jak do tej pory. Lubiła swój dom, Petunię i rodziców. Nawet tego niesympatycznego chłopca z sąsiedztwa.
Ciągnęła za sobą wielki, ciężki kufer z książkami, ubraniami, stertą piór i pergaminów.
Jechała do Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
On zaczepił ją raczej przypadkiem. Pewnie akt desperacji. Wyraz Jego miny mówił sam za siebie – to było pierwsze i ostatnie pytanie, jakie miał zamiar jej zadać:
- Hej, ruda, widziałaś gdzieś Syriusza?
Nie miała zamiaru w ogóle odpowiadać. Od razu wiedziała, że się nie polubią. Nigdy w życiu!

***

Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo wtedy się myliła.
Dziś On był całym jej światem.
Dziś stali oparci o jedno z drzew nad Wielkim Jeziorem i patrzyli na ten stary zamek, w którym spędzili siedem lat swojego nastoletniego życia. Każde z nich w milczeniu wspominało dzień, kiedy przekroczyli próg Wielkiej Sali. Kiedy pierwszy raz użyli różdżki, i w końcu, kiedy pierwszy raz umówili się na randkę.
Ona była przekonana, że On robi to, by zagrać Syriuszowi na nosie. Słyszała coś o zakładzie o dwadzieścia galeonów, ale prawda w zasadzie nigdy nie wyszła na jaw. Pewnie i tak oboje nie mieli tyle pieniędzy…
- Czy kiedy przyjechałeś tu po raz pierwszy, zastanawiałeś się, jak to będzie opuszczać to miejsce? – zapytała Go, wtulając się w Jego ramię i jednocześnie pozwalając, by samotna łza spłynęła jej po policzku.
- Nie – odpowiedział jednym słowem. – Wydawało mi się, że to będzie trwać wiecznie. Że Oni będą wieczni.
- Jutro jest nasz ostatni dzień w Hogwarcie, a my… - nie dokończyła, bo On chwycił ją za podbródek i przyciągnął jej twarz do swojej, delikatnie całując.
Stali tak, aż słonce całkowicie nie zniknęło za horyzontem. Wydawało im się, że cały świat został nagle pomalowany na różowo i stworzony dla nich.

***

- Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, dolinami i rzekami, żyła sobie śliczna kasztanowłosa królewna, która…
- Dlaczego one wszystkie zawsze mają rude włosy? – oburzyła się Petunia, przewracając znacząco oczami.
- Bo tak – odpowiedziała stanowczym tonem Lily. – Poza tym, one nie są rude, tylko KASZTANOWE! A tak w ogóle, to sama jesteś ruda, Tunia.
- Lily… - zaczęła starsza z sióstr - niech ci będzie. Opowiadaj dalej.
Petunia wolała oszczędzić sobie kolejnej kłótni z pięciolatką, bo wiedziała czym to wszystko się skończy. Mała pobiegnie z przeraźliwym płaczem do taty, a ten – jak zawsze – przyzna rację Lily, a ją skarci i odeśle do łóżka. Zawsze bardziej wolał tą małą. To rude dziwadło!
Opowieść młodszej siostry dobiegała końca. Nawet rysunków już nie miała za wiele.
- I wtedy ta księżniczka zamieniła się w ropuchę! – krzyknęła podekscytowana dziewczynka. – KONIEC!!!
- I to ma być to szczęśliwe zakończenie?
- No a co, złe? Bycie ropuchą może być fascynujące! Będzie jeść muchy…
- Fuj! – obrzydzenie wpełzło na twarz Petunii – Jak ona się z tego może cieszyć?
- Będzie zielona. A to przecież jest jej ulubiony kolor! Petunio, czy ty mnie w ogóle słuchałaś?

***

- Petunio, zadałam ci pytanie, czy ty mnie w ogóle słuchałaś? – powtórzyła Lily, wpatrując się w siostrę – Wychodzę za mąż, cieszysz się?

Dzień dobry.
Niedługo zacznę.
Rozdział pierwszy PRAWIE skończony.
Tylko jeszcze posłodzę trochę Lilkę.

tibby



Lyśka + Margaret Mysla + Opera 1366x768

menu: + ulubione
archiwum: 1, 2
ulubieni: the xy, frigoris, we are not amused, , niekompletnie, fear od flying, broken glass